STRONA GŁÓWNA / KRES DOCZESNEGO ŻYCIA

KRES DOCZESNEGO ŻYCIA

Marta Kuczaj

Motto:  „Czuwajcie i bądźcie gotowi …” (por. Mt. 24, 42a.44).

Kochani Małżonkowie!

Nieodłącznym motywem małżeńskiej drogi miłości, oprócz chwil przyjemnych, pięknych, wzniosłych, radosnych, a także tych nieraz trudnych i bardzo bolesnych momentów, jest również czas umierania i śmierć.

Skoro kres ziemskiej wędrówki  jest nieunikniony, a celem życia małżonków jest wieczna radość miłości w raju, to od czasu do czasu dobrze jest pomyśleć o zbliżającej się z każdym dniem śmierci własnej i współmałżonka. Pamiętanie o niej w duchu wiary pomaga małżonkom w realizacji powołania do małżeństwa i rodzicielstwa.

Zachętą do rozważań o śmierci jest fakt, że żaden z małżonków nie wie, ile ma danego przez Boga czasu na potwierdzenie przyrzeczonej w dniu ślubu miłości, uczciwości  i wierności. Kto może być pewny tego, że nazajutrz on sam i jego współmałżonek będzie mógł cieszyć się łaską życia? Brak gwarancji skłania do czujności i bycia gotowym stanąć przed obliczem Boga w każdej chwili. Czy myślimy o tym i liczymy się z tym? Czy jesteśmy do tego przygotowani? Jak wyglądałoby to spotkanie, gdyby Pan wezwał nas do siebie dzisiaj? Nie czekajmy więc z przeprosinami, przebaczeniem, podziękowaniami i okazaniem miłości  na jutro, którego może nie być. Żyjmy pełnią życia dziś, w warunkach, jakie przynosi nam życie.

Pamięć o śmierci i pragnienie, aby pobożnie odejść z tego świata skłania do dobrego wykorzystania czasu danego przez Opatrzność. Poważne traktowanie ziemskiego przemijania chroni przed bylejakością życia. Czy pamiętamy o tym, że to, czego dokonujemy w doczesności, ma jednocześnie wymiar wieczny?

Niektórzy wypierają ze swojej świadomości konieczność odejścia z tego świata. Nie zmienia to jednak prawdy, że wcześniej czy później kres życia nastąpi. Kiedy i w jakich okolicznościach to się stanie, jest tajemnicą. Po relacji do śmierci można zorientować się też, jaką wartość dla człowieka ma życie i jaka jest też jego wiara. Ktoś, kto nie zważa na śmierć, nie ceni też życia. Ktoś, kto pięknie żyje, pragnie również pięknie umrzeć. Pięknie-  znaczy w jedności z Bogiem, w stanie łaski uświecającej. Pomocą w tym jest niewątpliwie praktyka spowiedzi świętej, z którą związana jest obietnica Pana Jezusa przekazana św. Małgorzacie Marii Alacoque. Mówi ona o tym, że kto odprawi nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków miesiąca, ten nie odejdzie z tego świata bez wcześniejszego pojednania z Bogiem Ojcem. Czy jako małżeństwo zatroszczyliśmy się już o dostąpienie tej łaski? Jeśli jeszcze nie, to zróbmy to, czym prędzej. Odkładanie tego na bliżej nieokreślony czas może okazać się zgubne.

Śmierć jest nieunikniona i każdy musi się z nią zmierzyć. To, że doświadczył jej również Jezus Chrystus i na dodatek zmartwychwstając pokonał ją, daje nadzieję w wierze, a nawet pewność życia po śmierci. Spotkanie ze śmiercią własną, współmałżonka, czasami dzieci i bliskich jest wielką próbą wiary. Ukoić serce może jedynie Bóg. Czyni to niejednokrotnie przez osoby, które nas kochają.

Podejścia do śmierci uczą nas święci, którzy nie tylko pięknie żyją, ale również pięknie odchodzą z tego świata. Często wydają oni ostatnie tchnienie z imieniem Boga albo Maryi na ustach, z Biblią lub różańcem w rękach lub szepcząc słowa modlitwy. Zdarza się też, że w trakcie agonii wpatrują się w święty obraz albo Zbawiciela na krzyżu. Jednym z takich właśnie świętych jest kanonizowany w dniu 14 października br. papież Paweł VI. Święty Autor encykliki Humanae vitae dał świadectwo świętości nie tylko przykładem życia zgodnego z Ewangelią ale także między innymi poprzez niezwykle istotny z perspektywy małżeństwa bezkompromisowy sprzeciw wobec antykoncepcji i aborcji.

Dla św. Pawła VI czymś oczywistym było to, że tylko Bóg jako jedyne źródło życia ma wyłączne prawo, aby je zakończyć. W przypadku tego świętego Papieża potwierdziła się też prawda o tym, że kto uznaje świętość, godność i nienaruszalność życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci i nie rości sobie praw dotyczących ludzkiego życia przynależnych jedynie Bogu, z odwagą, miłością i pokorą odnosi się również do śmierci. Święty papież Paweł VI we własnej śmierci dostrzegł dobro i uczynił z niej  dar dla Boga, Kościoła i ludzi.  Dał temu wyraz w swoich „Myślach o śmierci” wydanych w 1976 r. oraz w testamencie. Warto sięgnąć do tych medytacji. Kiedy człowiek świadomie umiera, w ostatnich słowach wypowiada to, co dla niego najważniejsze. Dla nas, Polaków, wyjątkowość śmierci św. papieża Paweł VI polega na tym, że odszedł On do Domu Ojca ze sławami „Ojcze Nasz” na ustach, patrząc na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przez uchylone drzwi w Jego prywatnej kaplicy.  W dniu śmierci Pawła VI okazało się, że człowiek, który żyje w jedności z Panem Bogiem, ten też z Nim umiera.

Mimo, iż śmierć jest doświadczeniem bardzo trudnym i bolesnym, to człowiek wierzący nie powinien ulec rozpaczy, choć się trwoży. Święty Jan Paweł II w Rozważaniu o śmierci zwraca uwagę, że „przechodzenie poprzez śmierć ku życiu jest tajemnicą” i, że „to przejście nazywa się Pascha – misterium” i dodaje: „nurtów mijania nie zatrzymasz”. Z kolei  w Tryptyku rzymskim pisze: „ A przecież nie cały umieram,  to co we mnie niezniszczalne trwa!”. Ileż w tych słowach wiary i nadziei.

A czy my patrzymy na kres naszego ziemskiego życia, za którym rozpościera się kraina zbawionych, podobnie jak święci? Czy żyjemy  nadzieją zmartwychwstania i wiecznego szczęścia, którego przedsmakiem jest prawdziwa, zanurzona w eucharystycznej Miłości Boga miłość małżeńska? Zaproszeniem do podtrzymywania w sobie tej nadziei niech będzie to, o czym Benedykt XVI przypomina w swojej encyklice Spe salvi, a mianowicie, że w nadziei już jesteśmy zbawieni. Nadzieja przybierająca w wierze postać pewności jest niezmiernie ważna, ponieważ, jak wiadomo, nasze doczesne życie w małżeństwie nabierze pełnego sensu w zbawieniu męża i żony. Dlatego priorytetowym zadaniem  małżonków względem siebie nawzajem jest pomoc w osiągnięciu zbawienia. Czy pomagamy?

Śmierć jest  pomostem pomiędzy doczesnością a wiecznością. W śmierci coś się kończy i zarazem zaczyna. Tak jak w życiu, tak też w śmierci należymy do Pana. Nie chcąc poddać się rozpaczy z powodu umierania, trzeba nam z całą mocą ducha utożsamić się ze słowami św. Pawła z Listu do Rzymian i wyznać: Jestem pewien, że śmierć nie zdoła mnie odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (por. Rz 8, 38-39) Skoro Jezus Chrystus zwyciężył śmierć przez zmartwychwstanie, to każdy, kto żyje w Nim, ostatecznie  nie umiera definitywnie mimo śmierci. W rękach Boga jesteśmy w życiu i śmierci.

Dzisiaj kiedy życie nie jest szanowane, a śmierć lekceważona jako małżonkowie musimy pamiętać, że każdy człowiek ma prawo nie tylko począć się w sposób naturalny, ale również ma prawo odejść z tego świata w czasie przewidzianym przez Stwórcę. Niestety ludzie coraz częściej ignorują zarówno prawo naturalne, jak  i prawo Boże. W konsekwencji w imię współczucia i litości, powołując się na „miłosierdzie” ludzie ludziom skracają życie nie tylko na życzenie ale także wbrew woli osób cierpiących, będących w słabej kondycji zdrowotnej, wymagających opieki paliatywnej.

Nie wolno zapominać, że jedynie Pan Bóg ma prawo zakończyć życie człowieka. Eutanazja określana mianem „dobrej śmierci” nigdy nie jest i nie będzie aktem miłości. Przykazanie „ nie zabijaj” nie dopuszcza żadnych wyjątków. Czymś  nieludzkim, okrutnym i bezdusznym  jest usunięcie dolegliwości, czy uśmierzenie bólu poprzez pozbawienie życia człowieka doświadczającego niemocy. Także domaganie się od kogoś uśmiercenia siebie nie mieści się w ramach cywilizacji życia i miłości.  Ktoś,  kto kocha, nigdy nie odbierze kochanej osobie życia i nie wyrazi zgody na to, aby ktoś inny tego dokonał. Ktoś, kto kocha, nie odbiera życia, ale jest  gotowy poświęcić własne, aby je chronić.  Czy w tym względzie mamy poczucie bezpieczeństwa we własnym małżeństwie i rodzinie?  Wszędzie tam, gdzie do głosu dochodzi cywilizacja śmierci, ludziom nie tylko nie pozwala się godnie i pięknie żyć, ale także z godnością umrzeć.

Żyjąc w małżeństwie nie wiemy, kto komu będzie towarzyszył w odejściu z tego świata –  mąż żonie, czy żona mężowi. Niezależnie od tego powinniśmy być ciągle gotowi do ostatniego na ziemi aktu miłości małżeńskiej, jakim jest towarzyszenie w umieraniu współmałżonka i obecność przy nim w momencie śmierci.

Drodzy małżonkowie, starajmy się żyć na tym świecie tak, jak pragnie tego Ten, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, prosząc Go o to, aby u kresu naszej ziemskiej wędrówki na łożu śmierci własnej lub współmałżonka, widzialnym znakiem naszej jedności małżeńskiej – tak jak w dniu ślubu przy ołtarzu nasze splecione w miłosnym uścisku dłonie – były owinięte stułą Chrystusowej miłości!!!

LEKTURA FORMACYJNA:

Maciej Wrzeszcz: Paweł VI, szkice do portretu wielkiego papieża, ss. 404-408

ZOBACZ TAKŻE
ZOBACZ TAKŻE