STRONA GŁÓWNA / CZCIJ OJCA SWEGO I MATKĘ SWOJĄ

CZCIJ OJCA SWEGO I MATKĘ SWOJĄ

Ks. Marek Urban

Czcij ojca i matkę swoją

W czwartym przykazaniu: „Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie” (Wj 20, 12), dostrzegamy głęboką troskę Boga o właściwe ułożenie relacji rodzice-dzieci na całym etapie życia człowieka.

Bardzo mocny jest zapis „Katechizmu Kościoła Katolickiego” mówiący, że: „Poszanowanie tego przykazania (IV) zapewnia, wraz z owocami duchowymi, doczesne owoce pokoju i pomyślności. Natomiast niezachowywanie go przynosi wielkie szkody wspólnotom i osobom ludzkim” (KKK, 2200). Jednym z pytań dotyczących relacji rodzice-dzieci, jakie często stawiają młodzi ludzie i ich rodzice, jest pytanie, jak relacja ta ma wyglądać w dorosłym życiu – jak ją kształtować oraz gdzie jest granica, której przekroczenie zaczyna przynosić wielkie szkody.

„Katechizm Kościoła Katolickiego” podkreśla, że podstawą wzajemnych relacji rodzice-dzieci jest szacunek. Jeśli Ojcostwo Boże jest źródłem ojcostwa ludzkiego (KKK, 2214), w szacunku wyraża się podstawowa forma czci rodziców. Nie przerywa jej granica pełnoletności dzieci, co najwyżej może ona nadawać tej relacji nową jakość i formę.

W „Katechizmie” możemy dalej przeczytać o wdzięczności jako podłożu prowadzącym do szacunku. Niezwykle istotne jest tu zauważenie, iż wdzięczność ma swoje najgłębsze odniesienie do faktu, że otrzymaliśmy życie, w akcie którego uczestniczyli nasi rodzice.

Szacunek ma swoje formy wyrażania. Są nimi „prawdziwa uległość i posłuszeństwo” (KKK, 2216). Ciekawe jest sformułowanie, które pojawia się w następnym punkcie „Katechizmu”: „Tak długo, jak dziecko mieszka z rodzicami, powinno być posłuszne każdej prośbie rodziców, która służy jego dobru lub dobru rodziny” (KKK, 2217). Zauważamy tu pewną zależność we wzajemnych relacjach, której punktem odniesienia staje się troska o dobro – tak dziecka, jak i całej rodziny. Interesujące jest, że pojawia się tu zapis nie tyle odnoszący się do wieku dzieci, ale faktu zamieszkania z rodzicami.

W relacji posłuszeństwa pojawia się też jedno bardzo ważne zastrzeżenie wskazujące na sytuację, kiedy dziecko nie jest zobowiązane – w imię posłuszeństwa – realizować poleceń rodzica: „Jeśli jednak dziecko jest przekonane w sumieniu, iż jest rzeczą moralnie złą być posłusznym danemu poleceniu, nie powinno się do niego stosować” (KKK, 2217).

Wyjaśnienia „Katechizmu”, dotyczące czwartego przykazania Dekalogu, uwrażliwiają także na potrzebę pewnego dynamizmu w relacjach rodzice-dzieci. Dynamizm ten ma się pojawiać w miarę dojrzewania dzieci, czego odniesieniem ma być przybywanie im lat. „Katechizm” formułuje to w ten sposób: „Będą uprzedzać ich pragnienia, chętnie prosić o rady i przyjmować ich uzasadnione napomnienia” (KKK, 2217). Żeby nie było wątpliwości, w tekście „Katechizmu” znajdziemy również taki zapis: „Posłuszeństwo wobec rodziców ustaje wraz z usamodzielnieniem się dzieci, pozostaje jednak szacunek, który jest im należny na zawsze” (KKK, 2217).

„Posłuszeństwo wobec rodziców ustaje wraz z usamodzielnieniem się dzieci, pozostaje jednak szacunek, który jest im należny na zawsze” (KKK, 2217).

Jasnym komunikatem są też słowa adresowane do dorosłych dzieci: „Czwarte przykazanie przypomina dzieciom już dorosłym o ich odpowiedzialności wobec rodziców” (KKK, 2218). Ma się to wyrażać w pomocy materialnej i moralnej w starości, w doświadczeniu choroby, samotności lub w konkretnej potrzebie. W związku z tym, że szacunek wobec rodziców ma przenikać całe środowisko rodzinne, dotyczy także osób wchodzących w relacje małżeńskie z dorosłymi dziećmi. Synowe i zięciowie są poddani takim samym moralnym ukierunkowaniom wynikającym z czwartego przykazania Dekalogu, jak wspomniane wcześniej dzieci.

W odniesieniu do rodziców, którzy mają dorosłe już, czy też dorastające, dzieci, „Katechizm” skupia się na ukierunkowaniu podejmowanych przez nich działań, aby miały one znamiona delikatności i mądrej rady (KKK, 2230). Zatem bardzo ważne jest wyczucie granicy. Nie chodzi tutaj o wycofanie się, ale wyczucie odpowiedniej formy i czasu działania, tak żeby było to właściwie przyjęte i służyło wzajemnemu dobru. Podstawowym problemem wielu rodzin w relacji międzypokoleniowej jest właśnie brak wyczucia tej granicy.

„Rodzice powinni czuwać, by nie ograniczać swoich dzieci ani w wyborze zawodu, ani w wyborze współmałżonka” (KKK, 2230).

„Katechizm” przypomina, że „(…) więzy rodzinne, chociaż są ważne, nie mają charakteru absolutnego” (KKK, 2232). Ważniejsze niż realizowanie osobistych oczekiwań czy planów stawać się powinno zadbanie i pozwolenie dzieciom na większy wzrost, na dojrzałość, samodzielność, pójście za Jezusem.

Jan Paweł II, pielgrzymując do Polski w 1987 roku, w Szczecinie wypowiedział znamienne słowa odnoszące się do fundamentu, który da punkt oparcia dla tworzenia dojrzałych relacji między rodzicami a dziećmi: „Apostoł pisze: »Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim« (Kol 3, 20), ale pisze również: »Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha« (Kol 3, 21). Bardzo wymowne połączenie. Co mogą znaczyć te słowa dziś w naszych polskich warunkach?

Zdaje się, że jest nieodzowna wielka praca dla kształtowania duchowości małżeństwa, moralności i życia duchowego małżonków. Sakrament zawiera w sobie wyraźne zobowiązania: wierność, miłość, uczciwość. Są to zobowiązania natury moralnej. Małżeństwo-rodzina buduje się na ich gruncie. W ten sposób staje się wspólnotą godną ludzi, prawdziwą wspólnotą życia i miłości. Arką Przymierza z Bogiem w Chrystusie”.
Może właśnie o ten fundament należy się bardziej zatroszczyć w życiu małżeńskim i rodzinnym. Może to nie rozwiąże od razu wszystkich problemów, ani nie ochroni przed nimi. Na pewno jednak wyznaczy właściwy kierunek ułożenia na nowo relacji rodzic-dorosłe dziecko. Wymaga to pracy obydwu stron.
Ze strony rodziców chodzi o cierpliwość, o pozwolenie swojemu dziecku na nowe życie, kiedy rozpoczyna samodzielny, małżeński etap. Jest to jakaś zgoda na ryzyko, że nie od razu wszystko wyjdzie. Pomoc ma wtedy polegać nie na rozwiązywaniu za młodych ich problemów, ale na mądrym i tylko koniecznym doradzaniu czy wspieraniu. Ważne też, żeby nie myśleć już w kategoriach: „moje dziecko”, ale: „małżeństwo naszego dziecka”, „nasze dorosłe dzieci”. Zauważa się w tym gotowość na swoistą adopcję. A do tego często dorasta się nawet latami.
Ze strony dzieci również chodzi o cierpliwość, o głęboki szacunek, wdzięczność, w późniejszych latach pomoc, ale także o odwagę w stawianiu granic oraz odwagę potrzebną do opuszczenia ojca i matki i ułożenia swojego dorosłego życia poprzez realizację powołania od Boga.

ks. Marek Urban – rektor kościoła pw. Świętego Ducha w Lublinie; koordynator diecezjalnego duszpasterstwa młodzieży, moderator filialny Filii Lubelskiej Ruchu Światło-Życie. e-mail: m.urban@pismozblizenia.pl

Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Zbliżenia” nr 6.

ZOBACZ TAKŻE
ZOBACZ TAKŻE