Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała - dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała.
bł. Jan Paweł II - Karol Wojtyła; Poezje

P

Modlitwa w małżeństwie i rodzinie - Magdalena i Maciej Poprawa PDF Drukuj Email

Modlitwa w małżeństwie i rodzinie

 

Modlitwa - miejsce spotkania małżonków

Małżonkowie dbający o swoje małżeństwo, świadomie budujący swoją więź, spotykają się w różnych miejscach i okolicznościach. W domu, na zakupach, w kinie, kościele, na rozmowach, na randkach i w najintymniejszy sposób - w akcie seksualnym. Dzięki takim spotkaniom zbliżają się do siebie, odkrywają nawzajem, na nowo każdego dnia budują swoją miłość. Zapominają jednak bardzo często (lub po prostu nie uświadamiają sobie tego), że szczególnym miejscem spotkania dwojga ludzi połączonych sakramentem jest modlitwa. Wspólna modlitwa. I właśnie takowa jest rozmową małżonków ze sobą, ale również z Bogiem - zgodnie ze słowami Chrystusa: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Ta obecność Boga w modlitwie małżonków uświęca ten czas i pozwala mu wydać bogate owoce w postaci pogłębienia miłości, wzbogacenia relacji, pokonania niechęci do siebie, łatwiejszego przezwyciężania konfliktów i trudności. Najlepiej przemyślana i zorganizowana randka nie jest w stanie przynieść tyle dobrego co codzienna systematyczna wspólna modlitwa małżonków choćby kilkuminutowa, podczas której spotykają się we dwoje, poświęcają sobie i Bogu specjalnie wygospodarowany czas z mieszaniny dnia codziennego, pokazują sobie i Bogu, że są dla siebie ważni i troszczą się o swoje wspólne dobro. Pozostaje zatem jedno pytanie: skoro wspólna modlitwa małżonków tak mocno pogłębia relację dwojga ludzi, to dlaczego tak wielu nie potrafi się razem modlić do Boga?

 

 

Wspólna modlitwa małżonków - skąd się biorą trudności?

 

Wiele małżeństw razem modlących się twierdzi, że napotykają na wiele trudności. Czasami są to banalne rzeczy typu: rano nie ma czasu, w ciągu dnia się nie spotykają, a wieczorem człowiek pada ze zmęczenia. Albo nieporozumienia nagromadzone w ciągu dnia nie pozwalają spotkać się z łatwością na wspólnej modlitwie. Bywa również i tak we współczesnym świecie, że z powodów ekonomicznych jedno z małżonków emigruje za pracą lub przebywa w częstych delegacjach i wówczas, nawet mimo ogromnych chęci, codzienna modlitwa małżonków nie jest możliwa. Zdarza się również, że jedno z małżonków nie chce lub nie potrafi wspólnie się modlić. O ile jest to tylko nieumiejętność, to cierpliwość i wyrozumiałość obojga pozwala z czasem wypracować sposób na wspólną modlitwę. Poza tym nauka wspólnej modlitwy jest również cudownym doświadczeniem życiowym przybliżającym małżonków do siebie, pokazują sobie bowiem oni wówczas swoją wrażliwość duchową, potrzeby i pragnienia związane ze światem ducha. W przypadku, kiedy jedno z małżonków nie chce się wspólnie modlić, warto zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Jak pisze o. Pilśniak w Krótkiej kołdrze, wspólna modlitwa małżonków to spotkanie dwóch rożnych spojrzeń na Pana Boga. Dwóch różnych duchowości. Dwóch różnych momentów w drodze do Stwórcy. Zatem to nie jest łatwe. Trzeba dużej wyrozumiałości i delikatności, żeby zrozumieć, że mój małżonek ma inną religijność, jest w innym miejscu swego rozwoju duchowego. Czasami najpierw trzeba nauczyć się modlić samemu, żeby później modlić się wspólnie. I jeśli widzę, że mój współmałżonek, mimo mojego wielkiego pragnienia, nie chce się wspólnie modlić - poprzez przykład i wytrwałość należy mu pokazać sens modlitewnej rozmowy z Panem Bogiem. Trzeba również prosić o łaskę Ducha św. dla swego współmałżonka. Bo jak jednogłośnie twierdzą małżonkowie, którzy dostrzegają wartość modlitwy małżeńskiej,  warto pokonywać wszelkie trudności, żeby tylko spotkać się w ten szczególny sposób. Zwierzenia mężów i żon modlących się razem potwierdzają, że pomimo niedogodności czasem utrudniających wspólną modlitwę, to właśnie ta modlitwa przekornie pozwalała w dużej mierze owe trudności pokonać.

 

 

Modlitwa małżeńska - co nam da?

 

Odpowiadając na pytanie zawarte w podtytule: po pierwsze pogłębi prywatną relację z Panem Bogiem. Jeśli będę dobrym chrześcijaninem, będę również dobrym mężem czy żoną. Być blisko Boga, wypełniać Jego przykazania, pragnąć podobać Mu się - to kochać swojego współmałżonka, dostrzegać jego pragnienia, potrzeby, przyjmować emocje tej drugiej osoby, uznawać prawo do bycia sobą. Kochać Boga to kochać bliźniego, głównie w swoim mężu czy żonie. Dostrzec we współmałżonku osobę, która pragnie być kochana i doceniana, chcieć pomagać jej w trudnościach dnia codziennego, służyć pomocą w obowiązkach, ułatwiać życie miłym, serdecznym uśmiechem i gestem - to właśnie oznacza miłość do Boga, który jest w drugim człowieku. I nie będę tego potrafił, jeśli nie zadbam o swój rozwój duchowy, jeśli nie będę człowiekiem modlitwy.

Pewne małżeństwo opowiadało, że umówili się, że zawsze wieczorem będą się wspólnie modlili. I bardzo pilnowali, żeby ta wspólna modlitwa odbywała się. A czasami bywało to trudne. Zwłaszcza wówczas, kiedy w ciągu dnia pokłócili się. Wtedy żadne z nich nie miało ochoty na spotkanie modlitewne z tym drugim, bo złość i gniew nastrajały wrogo wobec współmałżonka. Jednak o wyznaczonej godzinie spotykali się w sypialni, w której mieli zwyczaj modlić się. Tylko, że w tym momentach pokłócenia do modlitwy pchało ich pragnienie, żeby nie pokazać słabości tej drugiej osobie. "Pójdę się z nią/nim pomodlić, bo jak nie pójdę to pomyśli, że wygrał(a)". I czasami w takim gniewie spotykali się i zaczynali przed krzyżem modlitwę. I oboje wspominają, że zawsze przychodziła w takiej chwili refleksja, że nie warto tak wrogo być do siebie nastawionym, że nie trzeba z powodu drobnostek tak bardzo się na siebie irytować. I zawsze w modlitwie przychodziła zgoda i pojednanie. Zgodnie oboje twierdzą, że poza modlitwą byłoby ciężej się pogodzić.

Inne małżeństwo wspominało, że na początku swojej małżeńskiej drogi nie potrafili ze sobą rozmawiać na wiele tematów. A najciężej było z rozmowami dotyczącymi ich pożycia seksualnego. Sprawa była poważna, bowiem żona została w życiu poważnie poraniona w tej sferze i to negatywne doświadczenie wniosła do życia małżeńskiego. Nie cieszyli się swoim erosem. A rozmowy na ten temat były nieudolne. Zaczęli się razem modlić. W tej i innych intencjach. Na początku i modlić razem się nie potrafili. Ale pomimo trudności walczyli, żeby najpierw wprowadzić, a potem utrzymać zwyczaj stałej modlitwy małżeńskiej. Po czasie zauważyli, że coraz łatwiej rozmawiają na tematy dotyczące swojej seksualności. To działanie Ducha św. Ale i umiejętności zdobyte podczas wspólnej modlitwy pozwoliły łatwiej rozmawiać na drażniące tematy.

Wspólna modlitwa na pewno nie zaszkodzi. Może tylko pomóc i to w dwójnasób, bo „jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 18, 19-20).

 

 

Modlitwa - nie tylko małżeńska, ale i rodzinna

 

Małżonkowie modlący się czy to indywidualnie, czy wspólnie - to najlepsza nauka modlitwy dla swoich dzieci. Błogosławiony Jan Paweł II często wspominał swojego ojca, który modlił się z różańcem w ręku. To było bardzo ważne doświadczenie dla młodego wówczas człowieka - widzieć swego ojca, który potrafi modlić się, znajdować czas na kontemplację, rozmowę z Bogiem.

Na początku dzieci uczą się prostych rymowanek o Panu Bogu, Aniołkach, Maryi. Ale w całej prostocie tych modlitw tkwi ogromna siła wiary dziecięcej. Później, wraz z dojrzewaniem, młody człowiek uczy się innych form modlitwy. Ale nie będzie jej praktykował, jeśli nie będzie widział swoich rodziców modlących się. Również wspólnie. Dla dojrzewającej osoby, oglądać swoich rodziców, którzy pomimo jakiś trudności, potrafią razem mówić do Boga, to nauka miłości małżeńskiej. Dla rodziców modlitwa wraz z dziećmi to pomoc w dorastaniu człowiekowi bogatemu duchowo. Dla rodziny wspólna modlitwa to czas wzajemnego poznawania się, pogłębiania więzi, budowania miłości. Dlatego warto od samego początku dbać najpierw o modlitwę wraz ze współmałżonkiem, a potem zgodnie z poszczególnymi etapami dorastania wdrażać ją także wśród dzieci, przygotowując je w ten sposób do odpowiedzialnego, dojrzałego chrześcijaństwa.