Miłość mi wszystko wyjaśniła, Miłość wszystko rozwiązała - dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała.
bł. Jan Paweł II - Karol Wojtyła; Poezje

P

Dziewictwo: doświadczenie możliwe tylko dla nietórych? - Marina Olmo PDF Drukuj Email
Spis treści
Dziewictwo: doświadczenie możliwe tylko dla nietórych? - Marina Olmo
CO TO JEST DZIEWICTWO
CZY DZIEWICTWO JEST DLA WSZYSTKICH?
KIM JEST OSOBA ŻYJĄCA W DZIEWICTWIE
WARUNKI DZIEWICTWA
JAK WYCHOWYWAĆ DO DZIEWICTWA?
Wszystkie strony

Katolickie Sympozjum Międzynarodowe

Opole, 13 maja 2011

Wystąpienie Mariny Olmo, Włoszki należącej do Memores Domini, wspólnoty, o której Ojciec Święty Benedykt XVI pisał:

- "Memores Domini znaczy: "ci, którzy pamiętają Pana", czyli osoby żyjące w pamięci o Bogu i Jezusie, które w tej codziennej pamięci, pełnej wiary i miłości, odnajdują sens każdej rzeczy, małych czynności jak i wielkich wyborów, pracy, nauki, braterstwa. Pamięć o Panu wypełnia serce głęboką radością, jak mówi starożytny hymn Kościoła: "Iesu dulcis memoria, dans vera cordis gaudia" [Słodka pamięci Jezusa, dająca prawdziwą radość serca]"...

Z przesłania Ojca Świętego na uroczystości pogrzebowe Memores Domini Manueli Camagni z Rodziny Papieskiej
30 listopada 2010

 

/tekst udostępniony przez autorkę/

WSTĘP

 

Dzień dobry wszystkim. Z góry przepraszam, że moje czytanie po polsku nie będzie tak płynne, jak powinno. Chciałabym rozpocząć od wyjaśnienia, dlaczego tutaj jestem, by mówić o dziewictwie do grupy osób, która z pewnością bardziej niż ja jest przygotowana do mówienia na ten temat.

Od dziecka, kiedy zastanawiałam się nad swoją przyszłością, widziałam siebie w szczęśliwym związku z mężczyzną, który by mnie naprawdę kochał i z gromadką dzieci, przynajmniej piątką. Byłam pewna, że będę ich miała najmniej pięcioro. U mnie w domu jest nas czworo dzieci, podobnie jak w rodzinie mojej mamy, która była najstarsza spośród czworga rodzeństwa. Ja chciałam być lepsza, i myślałam, że to bycie lepszą mogłoby wyrazić się większą liczbą dzieci.

Mając czternaście lat spotkałam ruch Comunione e Liberazione (Komunia i Wyzwolenie), ale moja decyzja, by naprawdę do niego przynależeć nastąpiła w szesnastym roku życia, zafascynowana pewnym chłopcem z CL, któremu również się podobałam. Byłam zadowolona; doświadczenie Ruchu napełniało mnie tak wielkim weselem, że zdawało mi się, iż odkryłam sekret szczęścia świata: nowy sposób rozpoznawania Chrystusa we wszystkim, co robiłam, który coraz bardziej czynił mnie zdolną do rozumnego zdawania sobie sprawy z tego, co czyniłam, a także uzdalniał mnie do osądzania sytuacji politycznej na początku lat siedemdziesiątych, które we Włoszech były bardzo burzliwe (były to lata kontestacji studenckiej).

Uczęszczałam do liceum zawodowego o profilu chemicznym i bardzo mi się podobało, ale w miarę, jak pogłębiało się moje doświadczenie życia w ruchu, piękno, którym żyłam, było tak silne, iż zdecydowałam, że na uniwersytecie będę studiowała języki obce, aby móc całemu światu opowiadać o tym, co spotkałam. Zapisałam się na wydział filologii języków obcych, myśląc o tym, by studiować rosyjski i angielski. Rosyjski – ponieważ w Rosji przed 1989 [tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym rokiem] młode pokolenia nie znały chrześcijaństwa; angielski, aby móc kontaktować się z resztą świata.

Ucząc się rosyjskiego musiałam wybrać drugi język słowiański; w tamtym czasie do wyboru miałam tylko serbsko-chorwacki oraz polski, a biorąc pod uwagę fakt, że dopiero co na stolicy Piotrowej zasiadł Papież z Polski, oczywiście wybrałam język polski. I tak odkryłam, że bardziej mi się spodobał niż język rosyjski.

Nie miałam pojęcia, w jaki sposób moje pragnienie głoszenia całemu światu tego, co spotkałam mogłabym pogodzić z rodziną, którą pragnęłam założyć, ale wtedy nie przejmowałam się tym. W roku 1982 [tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim] Ruch Comunione e Liberazione zaangażował się w wysyłanie do Polski paczek z pomocą. Zaczęły napływać listy z podziękowaniami, które lepiej pokazywały potrzeby i potrzebny był ktoś, kto by je tłumaczył. Zostałam poproszona, by te listy tłumaczyć, jako służba misyjna. To była moja szkoła języka polskiego. Następnie otrzymałam propozycję pracy jako wolontariuszka w sekretariacie CL, który wtedy zajmował się koordynacją nieoficjalnych wyjazdów do krajów Europy Środkowo-Wschodniej i to pomogło mi bliżej poznać księdza Giussaniego, który w sekretariacie przebywał prawie każdego dnia. Potem zaczęłam organizować, a także uczestniczyć w pieszej pielgrzymce z Krakowa na Jasną Górę jako włosko-polska grupa CL, stąd też znam dużo obecnych tutaj dzisiaj osób. W ten sposób miałam okazję poznać nieprawdopodobnie wolne osoby w Polsce, która nie była wolna i byłam tym bardzo mocno uderzona.

W trakcie studiów miałam możliwość przybycia do Polski na stypendia: najpierw na miesiąc do Warszawy, a następnie na cały rok akademicki do Krakowa. W Krakowie zamieszkałam na stancji z dwójką innych studentów: z mężatką Barbarą (jest tutaj dzisiaj obecna ze starszym synem, za co jej z całego serca dziękuję), której mąż odbywał wtedy służbę wojskową oraz z Tomkiem, studentem geografii. Kiedy mąż Barbary przebywał na urlopie, oboje wyjeżdżali do rodzinnego domu blisko Rzeszowa, a ja całe tygodnie zostawałam z Tomkiem na stancji. Właśnie w takiej sytuacji, w której nie musiałam się przed nikim tłumaczyć, daleko od swojego domu (ponad 1500 km), bez telefonu (w tamtych czasach – jak wiecie – mało kto miał telefon, a dzwonienie za granicę było bardzo utrudnione) mieszkałam z tym studentem pod jednym dachem, żyjąc jak siostra i brat. Wtedy zdałam sobie sprawę, że skoro to było możliwe w tej sytuacji, to byłoby możliwe zawsze. Zrozumiałam także, dokąd to mogło mnie zaprowadzić, w takim czy innym sensie, a nadal byłam pewna, że chciałabym wyjść za mąż, choć prawdopodobnie nie za Tomka.

Po powrocie do Włoch obroniłam pracę magisterską i byłam raczej pewna, że powrócę do Polski. W tym czasie moja praca wolontariuszki w sekretariacie CL zamieniła się w stałą pracę w Sekretariacie Międzynarodowym Ruchu CL, gdzie zaczęłam zajmować się wszystkimi wspólnotami spoza Włoch – łącznie z Polską – mając więc do czynienia z całym światem. Praca ogromnie mi się podobała, mogłam wykorzystywać znajomość języków i komunikować się ze wszystkimi, ale to mi jeszcze nie wystarczało. Nadal czegoś mi brakowało.

Wielu moich kolegów z pracy było członkami Memores Domini, a ponieważ ich sposób życia mnie fascynował, bałam się, że będę przez nich „zarażona”. Podzieliłam się, zatem, tą moją wątpliwością z zaprzyjaźnionym kapłanem, który mi powiedział: „Spójrz na to od innej strony: właśnie dlatego, że masz możliwość patrzenia na nich każdego dnia, możesz bardziej poznać ich wartość, a także ograniczenia, a zatem twój osąd jest bardziej obiektywny od osądu kogoś, kto ma tylko wyobrażenie o nich bez poznania ich rzeczywiście”.

Lecz ja nadal miałam na uwadze, że chciałabym mieć rodzinę, z co najmniej piątką dzieci!

Czwartego czerwca 1988 [tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego] roku ksiądz Giussani zorganizował spotkanie na temat „Tak Maryi”. Nie pamiętam niczego z treści tego spotkania, wiem tylko, że Ksiądz Giussani to, co mówił, mówił z takim napięciem, że powiedziałam do siebie: „Otóż to, i ja chcę żyć z takim wewnętrznym napięciem. Jeśli drogą do tego jest stowarzyszenie Memores Domini, to w porządku”. W taki sposób rozpoczęła się moja droga. Obecnie, po ponad dwudziestu latach, mogę powiedzieć, że Pan ofiarował mi najpiękniejszy podarunek świata. Zechciał, abym była z Nim, abym już w tym życiu mogła smakować Jego przyjaźni, i podarował mi znacznie więcej niż pięcioro dzieci, nawet jeśli to nie ja urodziłam je.

Kontynuowałam pracę w Sekretariacie Międzynarodowym aż do roku 2002 [dwutysięcznego drugiego] i mogłam widzieć cuda dokonywane przez Pana: widziałam narodziny wspólnot „z niczego” – od tej z Kanady, w Japonii czy Australii, aby podać tylko niektóre przykłady. W 2002 [w dwutysięcznym drugim] roku powiedziano mi, że Nuncjusz Apostolski we Włoszech, Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Paolo Romeo, poprosił o sekretarkę z Memores Domini i zostałam zapytana, czy byłabym gotowa pojechać do Rzymu. Przebywałam w Rzymie sześć lat. Kiedy następnie Ksiądz Biskup został mianowany Arcybiskupem Palermo, poprosił mnie, abym mu towarzyszyła, i z tego powodu obecnie mieszkam na Sycylii, w przepięknym miejscu, o którym nigdy przedtem nie myślałam jako miejscu życia.

 

Opowiedziałam wam pokrótce moją historię, abyście rozumieli, że została ona naznaczona spotkaniami i faktami, które doprowadziły mnie do rozpoznania i zaakceptowania czegoś, czego nie mogłabym sobie wyobrazić jako możliwe dla mnie. To zaś znacznie bardziej odpowiada mojemu pragnieniu niż mogłoby to sprawić szczęśliwe małżeństwo, gdyż obejmuje wszystko: od potrzeby bycia naprawdę kochaną, przez potrzebę macierzyństwa, jak też możliwość mówienia całemu światu o tym, co spotkałam – czego znakiem jest to, że jestem tutaj dzisiaj, aby wam o tym powiedzieć.

 

Teraz chciałabym się zatrzymać nad tym, jak Ksiądz Giussani pojmował dziewictwo. Z tego względu zechciałam, w granicach możliwości, używać nie tyle moich słów, ale pozwolić jemu przemówić poprzez jego wypowiedzi, tak, aby to, co przedstawię, nie było moją interpretacją tego, co on mówił, ale aby on sam mógł przemówić.